Wiedziała. Nie fizyczne, w ten sposób Diaz by jej nie skrzywdził. Ale

ręku. Potem połówki połamała raz jeszcze. I w końcu zebrała myśli.
myślach pocieszenie.
– Dosyć. To nie ma żadnego związku ze sprawą.
osiemdziesiątych przez nigdy nieschwytanego „wampira znad Zielonej Rzeki”. Quincy badał
Zapewne były to rytualne czynności, które agent wykonywał już w setkach pokoi hotelowych
Musiały coś zrobić. Czas się skończył. Myśl, myśl! No, prędzej!
– Cholera – odezwał się wreszcie detektyw stanowy.
powinna jeździć aktorka albo aktor - Marilyn Monroe lub James Dean. Bethie
ta świadomość go spala. Możemy siedzieć tu, zaprzeczając rzeczywistości, albo pójść razem z
– Pani O’Grady, Danny nie radzi sobie ze swoimi problemami. Za mocno tłumi złość, o
do psychologa, a nawet usunięty ze szkoły. Traktuje się to bardzo poważnie.
Rainie zamknęła za sobą drzwi. W końcu wślizgnęła się do łóżka. Quincy
dwie ofiary. Mamy odciski chłopca na większości łusek kaliber 38. To prawda, że nie
jak Quincy wydawał się porządnym człowiekiem, przynajmniej jak

twardych podeszew z kory, mogłyby bowiem tego nie wytrzymać.

przecież o to, żeby emocjonalnie... ostatecznie uwierzyć. Poczuć się w pełni
- Rainie...
finansowej dużo więcej, niż się O’Gradym zdawało.

- Wiem.

krótką rozmowę; po niecałych dziesięciu minutach uśmiechnięty
- On się z nią nie ożeni. Nigdy więcej jej nie dotknie. Już ja się o to postaram. - Jego oczy miotały błyskawice. - Tym razem przeleciał niewłaściwą kobietę. Cassidy chwyciła go za ramię i rzuciła się na niego. Ręka Derricka opadła pod ciężarem jej ciała. Rozluźnił palce. Strzelba upadła na podłogę. Cassidy w mgnieniu oka podniosła broń i wycelowała z dwururki w klatkę piersiową brata. Drżały jej nogi, ale strzelbę trzymała pewnie. - Idź na górę, Derrick. Jesteś pijany i bredzisz bez sensu. Prześpij siei wytrzeźwiej. - Co? Ty masz zamiar mnie zastrzelić, gdy ja chcę bronić honoru naszej siostry? Ludzie! - Niech Angie broni się sama. - Boże drogi, Cassidy, przecież ty ryczysz, gdy strzelam do jaskółki czy jakiegoś cholernego kota. Nie strzelisz do mnie. - Strzelę. Przysięgam, Derrick! - Serce łomotało jej w piersi. Miała spocone dłonie. Zacisnęła palce na spuście. - Jeśli myślisz, że będziesz ścigał Briga z tą strzelbą i... oj! Derrick chwycił broń za lufę i wyrwał ją z zaciśniętych palców siostry. - Jesteś tak samo zła jak ona - warknął. - Bez przerwy łazicie za tym mieszańcem. Daj mi spokój. - Nie możesz... - No to patrz! - Wypadł z pokoju i zbiegł na dół, na korytarz. Cassidy miała na nogach pantofle na obcasach. - Zostanę miejscowym bohaterem, jeśli załatwię McKenziego. Wyświadczam przysługę tobie, sobie, Angie i całemu temu cholernemu miastu. - Zadzwonię po mamę i tatę. - No to dalej. - I na policję. Jeżeli coś się stanie Brigowi, przysięgam, że cię wydam i... Odwrócił się i spojrzał w wykrzywioną z wściekłości twarz Cassidy. Jego oddech był przeniknięty alkoholem i dymem. - Ty chyba nic nie rozumiesz? Brig zgwałcił Angie. - Zgwałcił? - A jak? Myślisz, że chciałaby tego z nim? - Derrick wykrzywił się z niesmakiem. - Ale ona... - Flirtowała z nim. Ze wszystkimi flirtuje. Ale nie chciała zrobić tego z Brigiem. Zmusił ją. - Chyba... chyba było odwrotnie. Słyszałam, jak rozmawiała z Felicity. Powiedziała jej, że ma zamiar uwieść Briga. - Kłamiesz - warknął, trzęsąc się z wściekłości. - Nie, nie kłamię. Jeżeli mi nie wierzysz, spytaj Felicity. Oczy Derricka zmieniły się w wąskie szparki. - Ją ostatnią bym o to pytał. - No to porozmawiaj z Angie! Sama ci powie. Z wściekłości drżały mu nozdrza. - Skłamie, żeby go chronić. Ale już za późno. Najwyższy czas, żeby Brig McKenzie zapłacił za wszystko. - Podrzucił strzelbę w ręce i otworzył drzwi. Cassidy została sama, przytulona do ściany. Derrick odjechał. Myślała, że się przewróci. Była bezradna. Ani rodzice, ani policja nie potraktują jej poważnie. Brig słynął z tego, że zadzierał z prawem, a Derrick miał opinię chłopaka, który jeszcze nie dorósł. Więc czasem sobie wypił i rozbił parę samochodów. Wywołał awanturę, może dwie. Sypiał z kim się dało. Nikt nigdy na tym nie ucierpiał, z wyjątkiem Felicity Caldwell, która popełniła błąd i zakochała się w nim na zabój. Poważniejszych problemów nigdy z Derrickiem nie było, bo Rex Buchanan chętnie płacił za wybryki swego syna. Ale za Brigiem McKenziem kłopoty ciągnęły się jak pioruny za błyskawicą. Władze nie uwierzyłyby, że mówi prawdę. Usłyszała warkot samochodu Derricka. - O Boże.... - Modliła się w duszy, żeby jej brat nie znalazł Briga i Angie razem. Wnętrzności Cassidy ścisnęły się boleśnie. Zbyt często była świadkiem wybuchów Derricka. W dodatku w ciągu kilku ostatnich lat zrobił się gorszy. Okładał konie batem do krwi, strzelał do jaskółek i traktował koty jako doskonały cel treningowy. Przypalał Williego papierosami. Chłopak nigdy nie poskarżył się ani słowem, ale Cassidy domyśliła się prawdy i spytała brata wprost. Ostrzegła, że jeżeli to się powtórzy, powie ojcu. Derrick się wtedy roześmiał. - Chyba żartujesz? - Zgasił ją, gdy mu zagroziła. - Jeżeli ojciec będzie miał do wyboru twoją wersją i moją, to komu uwierzy, jak myślisz? Twoich słów nie potwierdzi nawet ten półgłówek. - Jak to nie? Przecież wie, co mu zrobiłeś. Derrick leniwie wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu. - Wie, ale nic nie powie.
Szorstka dłoń zasłoniła jej usta; dziewczyna zdążyła jeszcze

budynku. Patrzył na nią z zaciekawieniem. Był bardzo podobny do osoby ze

Aha. To znaczy, że rozmowa była nie na telefon.
noktowizory (które tak bardzo pomogły im w szczęśliwym
- Dobre futerko nie jest złe - uśmiechnął się szeroko.